Na drodze bolszewickiej pożogi

Czemu ma służyć ten film? Krzepieniu ducha, popularyzacji historii?
To wszystko przy okazji. Można zadać pytanie, czemu w ogóle ma służyć film? Czemu mają służyć obrazy o II wojnie światowej? Amerykańskie produkcje o wojnie Północy z Południem? Czy w ogóle filmy historyczne?
Przede wszystkim muszą być frapującą opowieścią, bo inaczej nikt ich nie będzie chciał oglądać. Film fabularny nie może być ani podręcznikiem historii, ani instruktażem popularno-naukowym. Ma to być dobre kino z interesującymi bohaterami fikcyjnymi obok postaci historycznych na tle autentycznych wydarzeń. Refleksje, wrażenia oraz to, co widz z tego wyniesie, muszą być skutkiem, a nie zamierzoną dydaktyką. Polski widz, z natury przekorny, odrzuca propagandę.
My chcemy zrobić film o ciężkich czasach, o ludziach, dzięki którym Polska odzyskała swój niepodległy byt. Oni kochali tak jak dzisiaj, nienawidzili tak jak dzisiaj, byli zwyczajnymi ludźmi, którzy znaleźli się w nienormalnych, ekstremalnych warunkach. Mówię o bohaterach cywilnych. Zobaczymy także wybitne postacie historyczne; liderów zarówno ze strony polskiej, jak i sowieckiej.
To dobry czas na tego typu film?
Na dobre kino zawsze jest dobry czas. Z trzech wielkich, niezrealizowanych dotąd tematów - Powstanie Warszawskie, Monte Cassino i Bitwa Warszawska 1920 - właśnie ten ostatni najbardziej mnie interesował, gdyż jako jedyny nie kończył się martyrologią. Była to jedyna wojna od końca XVI wieku samodzielnie wygrana przez Polaków, która dała nam dziewiętnaście lat niepodległości i czas na konsolidację narodu po okresie zaborów. Wybitne postacie tamtego okresu - marszałek Józef Piłsudski, Wincenty Witos, generałowie - Sikorski, Rozwadowski i Haller, to ludzie, których potem historia i losy postawiły po różnych stronach barykady, ale wówczas znaleźli się w jednym szeregu by stawić opór Armii Czerwonej. Armii, która według programu Lenina i Trockiego „poprzez trupa burżuazyjnej Polski miała pożogę światowej rewolucji przerzucić na Zachód”.
Natomiast bezpośrednim impulsem, dzięki któremu mogłem przystąpić do pracy, było wydarzenie bez precedensu - pojawiły się fundusze na film zanim jeszcze powstał scenariusz. Pieniądze wyłożone przez pana Mariusza Gazdę i Bank Zachodni WBK uruchomiły prace literackie i pozwoliły spełnić kryteria Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który projekt dofinansował.
Polonia angielska reprezentowana przez pana Janusza Wajdę zadeklarowała swoje zainteresowanie realizacją filmu. Czekamy na sfinalizowanie sprawy na zasadach uczciwego biznesu.
Od pomysłu do wejścia na plan filmowy minął prawie rok.
Pod koniec czerwca rozpoczęliśmy zdjęcia, które potrwają niemal do końca września. Następnie czeka nas kilka miesięcy pracy komputerowej, montażu i udźwiękowienia. Warto dodać, że będzie to pierwszy polski film fabularny realizowany w technologii 3D.
Autorem zdjęć jest Sławomir Idziak...
… znakomity operator wielu światowych szlagierów, nagrodzony Oscarem za zdjęcia do obrazu „Helikopter w ogniu”. Natomiast kompozytor Krzesimir Dębski obiecał, że napisze hit, który przebije Dumkę z „Ogniem i mieczem”.
W filmie występuje plejada najwybitniejszych polskich aktorów. Marszałka Piłsudskiego gra Daniel Olbrychski, ułana-poetę Borys Szyc, a główną rolę kobiecą powierzyłem Nataszy Urbańskiej.
Dlaczego właśnie im?
Grający u mnie aktorzy muszą być przede wszystkim zawodowcami, według tego klucza dobieram współpracowników. Ponieważ realizuję duże filmy z udziałem setek statystów, wielkiej batalistyki, nie mam czasu aby poświęcać wiele godzin na pracę z jednym aktorem. Borys Szyc jest świetny w swoim fachu, zaś Natasza Urbańska to wspaniała tancerka i śpiewaczka, w filmie grająca samą siebie.
Z jednej strony kino jest pracą kolektywną i reżyser musi pełnić rolę kompilatora różnych artystycznych zawodów, z drugiej zaś – decyzje nie mogą być kolektywne, muszą należeć do jednego człowieka. Sztuka nie uznaje demokracji.
Olbrychski jako Piłsudski. Przynajmniej na pierwszy rzut oka nie pasuje. Do tej pory niemal etatowo marszałka grał Janusz Zakrzeński, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Rozmawiał pan z nim wcześniej na temat tej roli?
Z panem Zakrzeńskim nie rozmawiałem. Natomiast Olbrychski na pierwszy rzut oka nie pasował również do roli Kmicica w „Potopie”. Ja go obsadziłem i dziś nikt nie wyobraża sobie tej postaci granej przez innego aktora. Uważam, że Daniel w roli Piłsudskiego będzie wspaniały.
Głównym motywem filmu jest wojna polsko-bolszewicka...
Nie będę streszczał scenariusza, widz powinien go poznać po pójściu do kina. Mówiąc krótko, akcja rozpoczyna się w przededniu pochodu na Kijów i kończy Bitwą Warszawską. Będzie tam wielka miłość ułana-poety do tancerki-śpiewaczki na tle wojny, która ich rozdziela; będą również nieprzespane noce Piłsudskiego oraz ciężka walka żołnierza i trud młodego państwa.
Pisząc scenariusz wraz z Jarosławem Sokołem bazowaliśmy na monografiach wszystkich autorów polskich i zagranicznych dostępnych na rynku, a poświęconych wojnie 1920 roku. Opieraliśmy się na wspomnieniach mężów stanu, dowódców oraz szeregowych uczestników wydarzeń. Na literaturze pięknej opisującej tamten okres, jak również na twórczości Babla, który sam brał udział w wojnie w szeregach Pierwszej Konnej. A także na twórczości Józefa Mackiewicza i jego „Lewej wolnej” oraz „Naganie” Stanisława Rembeka.
Jest pierwowzór głównych bohaterów?
Nie ma bezpośredniego pierwowzoru, są to postacie scenariuszowe. Scenariusz nie jest adaptacją, lecz tekstem oryginalnym. W postaciach fikcyjnych są pewne cechy i losy ludzi, którzy pojawiają się we wspomnieniach, dziennikach i pamiętnikach.
Sceny będą kręcone na Mazowszu...
Przede wszystkim, gdyż tam toczyła się bitwa. W skansenach, bo dziś już nie ma takich wsi i takiego pejzażu, w Twierdzy Modlińskiej, na Starówce w Piotrkowie Trybunalskim, w Suchej pod Warszawą, w samej Warszawie, na poligonach. Słowem wszędzie tam, gdzie zachowała się architektura, która może sugerować, że jesteśmy w tamtych czasach.
Młody reżyser miałby szansę zrobienia tak wielkiej produkcji? Pomaga panu nazwisko?
Jasne, że pomaga, ale na to nazwisko musiałem zapracować. Nie sądzę, że młody reżyser powinien zaczynać od wielkich filmów. Powinien raczej doskonalić swój warsztat na produkcjach bardziej kameralnych i dopiero po zdobyciu doświadczenia sięgać po wielkie filmy.
Ja też uczyłem się na mniejszych obrazach. Zanim powstał „Pan Wołodyjowski” byli „Gangsterzy i filantropi”, „Prawo i pięść”, „Trzy kroki po ziemi”, „Ojciec”. Nie mówiąc o tym, że wcześniej wraz z Edwardem Skórzewskim przez dziesięć lat robiliśmy filmy dokumentalne.
Jak pan ocenia obecne polskie kino?
Nie oceniam. Od tego są krytycy, którzy biorą za to pieniądze i z tego żyją. Proszę im zadać to pytanie.
Dziewięćdziesiąt lat. Tyle czasu jedno z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii, jakim była Bitwa Warszawska, musiało czekać na swoją ekranizację.
To, że film nie powstał w okresie PRL-u jest oczywiste. Starano się te wydarzenia wymazać z pamięci narodu i historii. Później, kiedy można już było podjąć tę tematykę - nie było funduszy. Ale nawet jeśli są pieniądze warunkiem powstania dobrego filmu jest dobry scenariusz.
Ja zaprosiłem do współpracy Jarosława Sokoła – bardzo utalentowanego i profesjonalnego scenarzystę, a efekty będzie okazja zobaczyć już niebawem. Premiera filmu przewidziana jest na wrzesień przyszłego roku.
Jest pan Piłsudczykiem?
Nie jestem Piłsudczykiem i nie chcę idealizować marszałka. Nie mogę się odnieść bezkrytycznie do przewrotu majowego i wszystkiego co nastąpiło później. Ale Piłsudski był niewątpliwie postacią wybitną, może jedną z najwybitniejszych, i jego zasługi dla odzyskania niepodległości i ustanowienia granic Rzeczypospolitej są nie do przecenienia. Nie wiem czy ktoś inny potrafiłby porwać do ponadludzkiego wysiłku większość narodu; narodu o różnych tradycjach i zaszłościach kulturowych trzech różnych zaborów.
Piłsudski był wybitnym człowiekiem, ale tylko człowiekiem, dlatego nie pozbawionym słabości i błędów. Był samotnikiem, a jego konspiracyjna przeszłość powodowała, że swoich planów i zamiarów nie zdradzał nawet najbliższym współpracownikom.
Warto przypomnieć idee Piłsudskiego dotyczące federacji narodów, które niegdyś zamieszkiwały tereny Rzeczypospolitej; choćby pomoc okazaną atamanowi Petlurze powodowaną chęcią stworzenia niepodległej Ukrainy.
Inną ważną postacią tamtego okresu był Roman Dmowski...
Nie jestem w żaden sposób zwolennikiem Endecji, której fanatyzm doprowadził do zamordowania pierwszego polskiego prezydenta Gabriela Narutowicza. O programowym antysemityzmie już nie wspomnę.
Jak pan ocenia stosunek do historii w Polsce po 1989 roku?
Nie będę oryginalny mówiąc, że naród, który nie pamięta swojej historii, nie ma przyszłości i nie ma jutra. Nie chodzi o to żeby wkładać w głowy młodym ludziom hasła typu: „My Polacy - barwne ptacy” lub cierpiętnicy i przedmurze chrześcijaństwa, ale ta zwycięska wojna rzeczywiście uchroniła nie tylko Polskę ale Europę przed najazdem Armii Czerwonej. Bo przeniesienie rewolucji z Rosji przez Polskę do Niemiec, Francji, Anglii i Włoch było zadaniem postawionym sztabowi Armii Czerwonej przez Lenina, Trockiego i Biuro Polityczne. I to właśnie Lenin dał najkrótszą charakterystykę tego co się stało mówiąc, że wszystko już niemal było gotowe, wrzenie rewolucyjne na Zachodzie było wielkie, ale niestety „Piłsudski i jego Polacy zadali niepowetowaną klęskę sprawie światowej rewolucji”. Chciałbym, aby tę lekcję historii widz wyniósł niejako przy okazji, przeżywając losy bohaterów i będąc zaangażowanym emocjonalnie w akcję filmu.
A to, że wielu mentorów do dziś spycha historię na boczny tor, to już osobna sprawa..
Dodaj komentarz do tego artykułu:







